W Wietnamie spędziłam miesiąc. Na tyle pozwoliła mi wiza turystyczna. Chętnie zostałabym dłużej, ale przedłużenie wizy wiąże się z koniecznością opuszczenia kraju chociażby na kilka godzin i ponownego przekraczania granicy. Jest też możliwość zaaplikowania od razu o wizę 3-miesięczną, ale jako że tego nie zrobiłam, musiałam się sprężyć i przemierzyć kraj w 30 dni.

Przekroczenie granicy pomiędzy Kambodżą a Wietnamem poszło nad wyraz sprawnie i po kilku godzinach jazdy autobusem z Phnom Penh, wysiadłam na dworcu w Ho Chi Minh. Już zza okien autobusu wietnamskie ulice wydawały mi się gwarne, pełne życia (mimo że był już prawie środek nocy) i nie do końca jeszcze wiadomo dlaczego, poczułam wewnętrzną ogromną radość, że przyjechałam do tego kraju.

W tym wpisie chciałabym przedstawić Wam listę miejsc, które udało mi się odwiedzić w Wietnamie. Nawet jeśli nie macie pełnego miesiąca wakacji, spokojnie uda Wam się zrobić podobną trasę w ciągu 3 tygodni. Jeżeli pominiecie jedno lub dwa miejsca, również 2 tygodnie powinny być wystarczające, bo ja pierwsze dziesięć dni spędziłam wyłącznie w Sajgonie ucząc angielskiego. O tym więcej we wpisie Jak zrobić karierę w Wietnamie, czyli o byciu nauczycielem angielskiego w Azji

1. Ho Chi Minh (Sajgon)

Ciężko jest mi napisać, dlaczego pokochałam Sajgon. Bo czy dobrymi argumentami mogą być korki na ulicach, tysiące skuterów niemalże uniemożliwiających przejście na drugą stronę jezdni, wątpliwej czystości przydrożne restauracje, gwar, ścisk i upał? Wydaje się że nie. Ale jest w Ho Chi Minh „to coś”. Już gdy wyjrzałam za okno autobusu, w którym wjechałam do miasta ze stolicy Kambodży, pomyślałam „jakoś tu fajnie”. Sklepy, kawiarnie, uśmiechnięci ludzie. Kiedy wysiadłam, ludzie okazali się być niesamowicie głośni i nie mówiący ani słowa po angielsku, ale zarazem bardzo życzliwi, skorzy do pomocy. W powietrzu unosił się zapach kawy przy mijanych knajpkach. Gwarne ulice, wszędzie stoiska z jedzeniem . Skutery, skutery, skutery. W głowie myśli „Chcę tu zostać dłużej niż dwa dni! Chcę usiąść z filiżanką kawy i niespiesznie popijając kolejne łyki przyglądać się, jak się tutaj żyje. Chcę poczuć to miasto.” Zostałam prawie dwa tygodnie. Z każdym dniem odkrywając kolejne dzielnice. Te turystyczne i te, gdzie spotykałam tylko lokalsów. Zamieszkałam w akademiku ze studentami, uczyłam angielskiego, chodziłam na nocny market, zajadałam się sajgonkami, jeździłam skuterem po szaleńczo zatłoczonych ulicach. I czułam się super dobrze! Nie nudziłam się nawet przez chwilę, mimo że zazwyczaj z miejskiej dżungli szybko uciekam w stronę natury.

2. Can Tho

W wolny weekend, kiedy nie miałam lekcji w szkole, zrobiłam sobie wycieczkę na pływający market. Są w Wietnamie dwa miejsca – My Tho oraz Can Tho gdzie można zobaczyć, jak toczy się życie ludzi na wodzie. Wybrałam Can Tho, ponieważ wiele razy słyszałam opinie, że jest zdecydowanie ciekawsze niż My Tho. W Sajgonie dziesiątki biur turystycznych oferuje jedno lub dwudniowe wycieczki na pływający market. Postanowiłam pojechać jednak „na własną rękę”. Znalazłam lokalny autobus jadący do Can Tho i po kilku godzinach byłam na miejscu. Wieczorem udałam się na przejażdżkę rowerem po okolicy, zjadłam kolację w przyjemnej restauracji nad rzeką i w hostelu, w którym się zatrzymałam, zarezerwowałam na kolejny dzień zwiedzanie pływającego marketu. Jak się okazało, nie ma innej możliwości – możemy tam popłynąć jedynie z przewodnikiem. Czteroosobową grupą przed wschodem słońca wypłynęliśmy na deltę Mekongu. Codziennie o poranku lokalna ludność przypływa na swoich łódkach, by sprzedawać produkty.

Wycieczka poza pływającym marketem obejmowała także wizytę w ogrodzie, w którym możemy zobaczyć jak rosną ananasy, papaje, kokosy czy banany.

Jeżeli macie ochotę popływać po Delcie Mekongu, śmiało mogę Wam polecić okolicę Can Tho. Miejsce lekko komercyjne, ale mimo wszystko zachowało się nieco autentyczności w pływających targach.

3. Da Lat

Bardzo przyjemne miasteczko! Przyjeżdżając do Da Lat z południa Wietnamu poczujemy rześkie, czyste powietrze. Miejscowość położona jest w górach i pierwsze co rzuca się w oczy po przyjeździe to zaskakująco czyste i uporządkowane ulice jak na standardy wietnamskie. W Da Lat po raz pierwszy w czasie kilkumiesięcznej podróży przez Azję wsiadam sama na motor i mknę do pobliskich wodospadów. Najpierw szybka lekcja jak odpalić maszynę, i fru! Niezła przygoda J Robię około 100 km na motorze i docieram do dwóch świetnych wodospadów – Elephant Waterfall oraz Pongour Waterfall. Wodospady te to największa atrakcja w okolicy.

4. Hoi An

Miasto lampionów. Koniecznie zostańcie tam na noc. A najlepiej na dwie lub trzy noce J Moje pierwsze wrażenie o Hoi An nie było zbyt pozytywne. Tłumy turystów to jedyne co widziałam dookoła. Mimo że miasteczko wydawało się być całkiem atrakcyjne, męczyło mnie przeciskanie się pomiędzy ludźmi robiącymi selfie na tle co drugiego lampionu na ulicach. Jednak postanowiłam zostać nieco dłużej i ostatecznie Hoi An wspominam jako jedno z przyjemniejszych miejsc w Wietnamie.

Wieczorami wszystkie ulice rozświetlone są tysiącami różnokolorowych lampionów. Wygląda to naprawdę bajkowo. Niespiesznie spacerowałam sobie nocami po wszystkich zakamarkach, a o porankach popijałam słodką, aromatyczną kawę w przytulnych kawiarniach.

5. Ninh Binh / Tam Coc

Z Hoi An zmierzam na północ Wietnamu. Krajobraz zmienia się zupełnie, podobnie jak pogoda. Czas wyciągnąć z plecaka cieplejszą kurtkę, a niekiedy i płaszcz przeciwdeszczowy. Północny Wietnam jest całkowicie inny niż południowa część kraju. Nie tylko pod względem pogody. Robi się coraz bardziej zielono, zdecydowanie przeważa wokół natura. Do Ninh Binh przyjeżdżam w środku nocy. Z dworca łapię taksówkę do Tam Coc i przez ponad pół godziny jadę do hostelu, można by rzec pośrodku niczego. Z mroku nocy wyłaniają się jedynie zarysy drzew. Mało tego, kierowca nie może zlokalizować hostelu i krążymy w kółko szukając drogi. Po prawie godzinie udaje się znaleźć adres, ale okazuje się że wszystko zamknięte jest na cztery spusty. Ostatecznie udaje się wejść do środka. Wszyscy pogrążeni są we śnie, więc muszę przeczekać do rana w jednej małej otwartej budzie. Po niezbyt atrakcyjnej nocy nadchodzi deszczowy poranek. Deszcz towarzyszy mi podczas całego pobytu w tym rejonie. Ale muszę przyznać, że dodaje on nawet uroku tej okolicy!  Spowite we mgle mokradła i wystające z nich strzeliste zielone pagórki robią niesamowite wrażenie.

Polecam zwiedzać Tam Coc zarówno z perspektywy lądu jak i wody. Pierwszego dnia wypożyczam rower i jeżdżę po całej okolicy, zaglądając w ukryte zarośla. Nie ma to jak zaplątać się pośrodku bujnej przyrody. Uwielbiam 🙂 W kolejnym dniu udaję na rejs łodzią po Tam Coc. Ciekawy jest sposób wiosłowania, bowiem Wietnamczycy zamiast rękami, wiosłują stopami. Wszystko byłoby super, gdyby nie tak bardzo głośni Wietnamczycy pływający ze mną na łódce. Oj chciałabym mieć to miejsce tylko dla siebie 🙂 Podczas rejsu zaglądamy do jaskiń i świątyń na wodzie. Przepłynięcie przez jaskinie robi na mnie duże wrażenie. Tam Coc z zdecydowanie miejsce warte odwiedzenia.

6. Cat Ba

Wydaje mi się, że największą atrakcją Wietnamu, którą możemy zobaczyć na pocztówkach i licznych zdjęciach jest zatoka Ha Long. Opinie osób które tam były są jednak bardzo podzielone. Wiele z nich zamiast zachwytu opowiada o ogromnej komercji tego miejsca, tłumach rozkrzyczanych turystów i śmieciach unoszących się na wodzie. Jestem zdania, że wszystko najlepiej ocenić samemu, ale tym razem zamiast Ha Long Bay wybieram opcję alternatywną – położoną nieopodal wyspę Cat Ba. Stamtąd można popłynąć na rejs po mniejszej zatoce – Lan Ha. Jak się okazuje na miejscu, rejs rzekomo obejmuje również Ha Long Bay. Muszę Wam napisać, że dawno nie słyszałam takiej ściemy. Po około 3 godzinach pływania na statku, przewodnik z radosną miną obwieszcza „Proszę Państwa, oto zatoka Ha Long”. Wystarczy wtedy odpalić GPS żeby przekonać się, iż od zatoki tej dzieli nas co najmniej kolejne 3 godziny rejsu. Miejcie to na uwadze zamawiając  wycieczkę na wyspie Cat Ba. Jeżeli bardzo zależy Wam na tym, by popływać po Ha Long Bay, nie ma innej możliwości niż pojechać do miasta Ha Long i tam wykupić całodniowy rejs.

Nie mniej jednak wycieczka z wyspy Cat Ba całkiem mi się podobała. Poza jednym oszukaństwem, wszystko było bardzo dobrze zorganizowane, a widoki piękne. Ciekawą atrakcją była także możliwość popływania kajakiem w zatoce podczas rejsu oraz skakanie do wody z kadłuba statku. Wycieczki z Cat Ba są tańszą alternatywą dla tych rozpoczynających się w Ha Long, a patrząc na zdjęcia z Ha Long Bay wydaje mi się, że widokowo nie ma dużej różnicy.

7. Ha Giang

Według mnie największy sztos w Wietnamie! Kilkudniowa pętla motocyklowa rozpoczynająca się w miejscowości Ha Giang to najlepsza przygoda, której doświadczyłam podczas miesięcznego pobytu w tym kraju. Miałam spore obawy, bo do tej pory jeździłam na motorze tylko jeden raz w życiu – tydzień wcześniej w okolicach Da Lat. Jednak pętla w okolicy Ha Giang to zupełnie inny poziom jazdy. Trasa ta zyskała miano najtrudniejszej drogi w całym Wietnamie. Niezliczone serpentyny, niemal 180-stopniowe zakręty, góry i dodatkowo mglista pogoda. Wszystko to brzmiało jak nie lada wyzwanie. Do tego dochodziły liczne historie o wywrotkach na motorze, ranach i oparzeniach. Czułam ogromną adrenalinę wyjeżdżając na ten szlak.

Wybrałam opcję 3-dniową, ale pętlę można rozszerzyć do 5 dni. Początek i koniec w miejscowości Ha Giang, gdzie z łatwością można wypożyczyć motor w jednym z kilku hosteli. Ja zdecydowałam się zatrzymać w polecanym Jasmine Hostel i tam też pożyczyłam motor. Po krótkiej jeździe testowej, kolejnego dnia wyruszyłam na trasę. Początkowo czułam się lekko niepewnie, ale już po godzinie jazdy złapałam „wiatr w żagle” i z nieokiełznaną radością mknęłam przed siebie. Tarasy ryżowe, setki zakrętów, góry i uśmiechnięci mieszkańcy mniejszości etnicznych.

Mimo, że pogoda była bardzo kapryśna i niekiedy byłam zmuszona jechać w deszczu i mgle ograniczającej widoczność na max 3 metry, to według mnie wcale nie było ciężko. A na najpiękniejszy odcinek – przełęcz Ma Pi Leng zaświeciło słońce! Widoki nieziemskie. Ogromnie się cieszę, że udało mi się przejechać tą trasę. Zdecydowany nr 1 w Wietnamie. Lubię ten kraj, ale nie ukrywajmy, większość miejsc jest tu już całkowicie zdeptana przez turystów. A ja preferuję bardziej odludne miejsca. Na szczęście, taka właśnie jest okolica Ha Giang. Momentami było super dziko, dookoła tylko natura.

Nocowałam w guesthousach, gdzie wieczorami razem z innymi osobami robiącymi pętlę spotykaliśmy się i wymieniali doświadczeniami przy pysznym, domowym jedzeniu i domowej roboty winie. Każda jedna osoba mówiła to samo, że ta trasa to najlepsza rzecz w Wietnamie, którą udało jej się zrobić.

8. Hanoi

Stolica Wietnamu. Tutaj kończyła się moja przygoda z tym krajem, jak również prawie półroczna podróż po Azji. Stąd też, w Hanoi dopadła mnie lekka nostalgia, że czas już wracać do domu. Ostatnie dni spędzałam więc przechadzając się po ulicach i zaglądając do czasami przytulnych, a innym razem zupełnie niepozornie wyglądających restauracji i kawiarni, których w Hanoi nie brakuje. Jedną z większych atrakcji miasta jest tzw. „Street Train”, czyli wąska ulica, po której dwa razy dziennie przejeżdża pociąg, a na poboczu można wypić kawę czy zjeść tradycyjne wietnamskie Pho.

W centrum znajduje się jezioro Hoan Kiem – Zwróconego Miecza. Warto wybrać się tam na spacer, szczególnie o poranku, kiedy na ulicach jest jeszcze spokojniej, bądź wieczorem. Po zmroku znajdujący się na jeziorze czerwony most The Huc (most Wschodzącego Słońca), prowadzący do Nefrytowej Świątyni jest ładnie oświetlony i robi większe wrażenie niż w ciągu dnia. Podczas pobytu w Hanoi warto zajrzeć na tętniący życiem nocny market. Można tam znaleźć co tylko się zechce, z naciskiem na liczne stragany ze „street foodem”. Głodni stamtąd na pewno nie wrócicie 🙂

Informacje praktyczne:

– Żeby dostać wizę do Wietnamu, należy złożyć aplikację online. Jeżeli przekraczamy granicę lądem wystarczy pokazać wydrukowany wniosek, który po kilku dniach od aplikacji dostajemy na maila. Jest również możliwość złożenia aplikacji w Ambasadzie np. w Kambodży ,ale nie polecam tej opcji, bo okazuje się że wiza jest wówczas sporo droższa

– Walutą Wietnamu są dongi. Przelicznik jest lekko skomplikowany, więc jeśli chcecie ułatwić sobie życie polecam aplikację „XeCurrency”, która sprawdza się świetnie podczas przeliczania codziennych wydatków

– Podczas miesięcznego pobytu w Wietnamie wydałam w przeliczeniu 2 260 zł

– Wiele osób przemierza Wietnam na motorze. Bardzo łatwo jest kupić motor w Sajgonie i sprzedać w Hanoi lub odwrotnie, niewiele na tym tracąc. Prawo jazdy nie jest potrzebne, ale w razie kontroli przez policję może zdarzyć się konieczność zapłacenia niewielkiej łapówki.

Write A Comment