Lądując w zatłoczonym Tangierze, w naszych głowach natarczywie rodzi się myśl: „co mnie podkusiło żeby tu przyjechać?”. Chcemy się schować w jakiejś odludnej uliczce, uciec od zgiełku i nawoływania nachalnych taksówkarzy. „Czego oni wszyscy ode mnie chcą?”, myślimy. Krążymy wokół, błędnym wzrokiem wypatrując odosobnionej ławki. Tak wita nas Maroko. Gorąco, głośno i męcząco. Jednak jak już niedługo się okaże, są to złe pięknego początki.

Na dworzec podjeżdża rozklekotany autobus. Pakujemy się z całym swym dobytkiem schowanym gdzieś głęboko w czeluściach plecaka („bo przecież tu na pewno sami złodzieje”, myślimy). Ruszamy do „lepszego świata”. W szaleńczym tempie pokonujemy kręte górskie drogi, ostre zakręty nierzadko wijące się nad przepaścią. Wjeżdżamy w Góry Rif. To tam, pośrodku nich położone jest małe miasteczko zwane Szawszawan (lub jak kto woli w lokalnym języku Chefchaouen). Przekraczając bramę medyny wchodzimy do błękitnego “raju”. Określenie to jest lekkim nadużyciem, lecz przyznać trzeba że Szawszawan jest miejscem które oczarowuje. Błękitny, kobaltowy, szafirowy – jeśli nie potraficie odróżniać odcieni niebieskiego, w tym miasteczku na pewno się w tym podszkolicie.

Szawszawan jest zupełnie inny od wspomnianego wcześniej Tangieru. Ba, jest zupełnie inny niż pozostałe „turystyczne” miasta Maroka. Jest tu jakby ciszej, spokojniej, a ludzie zamiast wykrzykiwać „taxi, taxi”, z przyjaznymi uśmiechami na twarzy zapraszają do swych sklepików z przeróżnymi pamiątkami. Przekraczając próg, koniecznie musimy włączyć swój instynkt negocjatora. Nie potrzeba chodzić na kursy negocjacji, wystarczy przyjechać do Maroka by po kilku dniach być ekspertem w tej dziedzinie! Poważnie 🙂 Targować trzeba się tu na każdym kroku. Kupując „handmade” kolczyki, wsiadając do taksówki czy zamawiając marokańska whisky (tak! coś takiego istnieje). Dla Marokańczyków negocjowanie ceny jest niejako przyjemnością, rodzajem zabawy oraz świetną okazją do rozmowy. Powszechnie znany jest także drugi rodzaj robienia zakupów. Mianowicie zakupy w formie wymiany. I tak, w zamian za kolczyki i kilka bransoletek które miałam na sobie nabyłam drugie tyle marokańskich świecidełek. Wymieniać można się nie tylko w sklepach, ale również z ludźmi na ulicy!

Wracając do birmańskiej whisky, która na pewno Was zaciekawiła. Bo w końcu jak to? Kraj arabski, gdzie tu mowa o alkoholu? Otóż, nie chcąc być „gorsi” od innych, Marokańczycy również popijają niemalże nałogowo whisky. Tyle że w ich wydaniu jest to nic innego jak czarna, słodka i mocno miętowa…herbata 🙂

O co w ogóle chodzi z wszechobecnym niebieskim kolorem w Szawszawanie? Nie ma jednej precyzyjnej odpowiedzi, dlaczego większość budynków jest pomalowana błękitną farbą. Jest natomiast kilka teorii. Jedna z nich związana jest z Żydami, którzy niegdyś zamieszkiwali miasteczko. Rzekomo mieli oni malować ściany na niebiesko, by zatrzeć granice między niebem a ziemią. Przyznać trzeba, że prawie im się to udało 🙂 Według innych pogłosek, kolor ten miał chronić mieszkańców przed urokami i niepowodzeniem. Jest jeszcze jedno, bardziej praktyczne uzasadnienie. Mianowicie, niebieski kolor ścian miał za zadanie…odstraszać komary. I komu tu wierzyć?

Mimo wielu teorii co do genezy niebieskiego koloru w miasteczku Szawszawan faktem jest, że dzięki niemu  miejsce to prezentuje się niezwykle malowniczo i cieszy oko każdego turysty, który zawędrował w tą okolicę.

Szawszawan to również wymarzone miejsce dla miłośników kotów (które, uwaga – NIE są niebieskie!). Spacerując wąskimi uliczkami medyny raz po raz zza rogu wyskakuje „mruczek” łasy na głaskanie 🙂

Poza ogólnym urokiem niebieskie miasteczko ma do zaoferowania także kilka zabytków. Jest tam ponad 20 meczetów, w tym największy i najbardziej okazały – Wielki Meczet El Adamaa Masjid z XV wieku. Głównym miejscem spotkań mieszkańców jest plac Uta el-Hammam. Widać na nim wpływ andaluzyjskiej sztuki, przejawiający się licznymi fontannami ozdobionymi niebieską mozaiką.

Po zwiedzeniu centrum miasta warto wybrać się nieco wyżej. Z pobliskiej góry rozpościera się piękny widok na całą okolicę. Po drodze przechodzimy obok podziemnego źródła  Ras el-Ma, z którego ludność miasta czerpie wodę do picia i robi pranie.  W wyższych partiach spotkać można mieszkańców pracujących na roli, uprawiających rośliny czy wypasających zwierzęta. Spotkać można także mieszkańców zajmujących się nieco innymi zajęciami, którzy proponować będą nam…kif.  Jest to marokański haszysz, na który lepiej uważać gdyż jest surowo zabroniony przez marokańskie prawo. Na górze znajdują się ruiny hiszpańskiego meczetu. Warto zatrzymać się tu na kilka chwil, zaczerpnąć rześkiego powietrza i „delektować się” niesamowitą panoramą.

Maroko ma wiele do zaoferowania. Po spacerach w niebieskim labiryncie czas na kolejną przygodę. Ruszamy na południe, by spędzić noc w… „milion gwiazdkowym hotelu”.  Szczegóły wkrótce 🙂

2 komentarze

  1. Świetny wpis! Malownicze miasteczko z tego Szawszawan, w sumie raz gdzieś o nim usłyszałam, ale dopiero teraz zobaczyłam! Wygląda cudnie i ten niebieski! Pozdrawiam 🙂

    • Teresa Tokarz Reply

      Dziękuję Kate! Mnie to miejsce całkowicie urzekło 🙂 Bardzo warto spędzić tam kilka dni jadąc do Maroka. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

Write A Comment