Zegarki, ser, czekolada – to pierwsze skojarzenia, które przychodzą nam na myśl gdy słyszymy o Szwajcarii. Zaraz później w głowie pojawiają się alpejskie krajobrazy i przenikliwie czyste ulice. Kwintesencja Szwajcarii. Ten niewielki kraj ma niesamowicie dużo do zaoferowania. Oczywiście w niesamowicie wysokich cenach. A zatem, Szwajcario ma droga – jak zwiedzić cię tanio? 🙂

Jeśli choć trochę się postaramy, bez problemu uda nam się spędzić w tym jednym z najdroższych krajów Europy świetny przedłużony weekend, a w portfelu wcale nie zostanie pustka. W tym wpisie chcę Wam przedstawić kilka fajnych miejsc oraz porady jak tanio zwiedzić Szwajcarię.

Po pierwsze wynajęcie samochodu. Jeśli tylko podróżujemy w grupie, według mnie jest to najlepszy sposób by w przystępnej cenie poruszać się po kraju. Uwzględniając ceny paliwa, parkingi i opłaty, w ostatecznym rozrachunku wynajęcie samochodu jest świetną alternatywą do super punktualnych, ale równie drogich pociągów. Koszt wynajęcia samochodu na 4 dni to około 700 zł. Za paliwo natomiast przyszło nam zapłacić około 150 zł.

Kolejnym sposobem na tanie zwiedzanie Szwajcarii są noclegi na Couchsurfingu. Działa on w tym kraju bardzo prężnie i nie powinno być problemu ze znalezieniem hosta. Nam udało się zanocować w Lucernie u przesympatycznej niemiecko- szwajcarskiej pary. Spędziliśmy razem niesamowicie pozytywny czas, zajadając się tradycyjnym szwajcarskim serowym fondue i wspólnie hasając po alpejskich łąkach 🙂

Szukając biletów lotniczych do Szwajcarii warto zajrzeć na stronę WizzaAira i poszukać lotów do Bazylei. Jest to zdecydowanie najtańsza opcja. Za bilet w dwie strony przyjdzie nam zapłacić zaledwie nieco ponad 100 zł. Później jak wspominałam wypożyczamy samochód (zdecydowanie już na lotnisku by zaoszczędzić na transferach do centrum, które do tanich nie należą) i w drogę! Ruszamy na podbój Szwajcarii!

Kraj ten ma wiele przepięknych zakątków. Co jednak w sytuacji gdy do dyspozycji mamy wyłącznie cztery dni? Przedstawiam Wam trasę, którą udało nam się zrobić w tym czasie i która według mnie była strzałem w dziesiątkę! Były i urokliwe miasteczka i alpejskie widoki. A zatem jedziemy! Na początek Zurych. Miasto finansów, luksusu i drogich zegarków. Brzmi nudnawo. Czy na pewno chcemy tam zawitać? Tak! Bo w gratisie dostajemy fantastyczne widoki. Pod warunkiem, że znajdziemy odpowiednie miejsce. A takim jest na przykład Lindenhof – wzgórze, z którego rozpościera się świetny widok na całe miasto. Zaledwie 10 minut wystarczy by z zatłoczonego miasta przenieść się niemalże na łono natury. Będąc w Zurychu polecam wybrać się na spacer brzegiem Jeziora Zuryskiego. Wokół znajduje się wiele uroczych zakamarków, park, Ogród Chiński. Można wypożyczyć łódkę i udać się na rejs po jeziorze. A wszystko w Zurychu otoczone jest ośnieżonymi szczytami Alp, które górują gdzieś w oddali.

Z Zurychu udajemy się do Lucerny – urokliwego miasteczka położonego na wybrzeżu Jeziora Czterech Kantonów. Często określane jest ono mianem Szwajcarii w pigułce. Wieczorową porą Lucerna staje się niesamowicie klimatyczna.

Spacerujemy brzegiem rzeki Reuss, mijając słynny most Kappelbrucke, uznawany za najstarszy kryty most w Europie. Na jednym z jego końców znajduje się ośmiokątna wieża ciśnień, która swego czasu służyła jako więzienie, izba tortur a później skarbiec. Liczne kawiarnie i restauracje zachęcają do relaksu. Ale tutaj akurat zaoszczędzić będzie ciężko i pojęcie „tanio” raczej nie będzie miało zastosowania. To właśnie w Szwajcarii wypiłam najdroższe jak do tej pory piwo – 50 zł za 0,3l – hmm… 😛

W Lucernie spodoba się zarówno miłośnikom sztuki i zabytków jak i osobom takim jak ja, które zdecydowanie bardziej od chodzenia po muzeach preferują wypoczynek na świeżym powietrzu i kontakt z naturą. Spacer wokół jeziora był dla mnie punktem obowiązkowym, a odbijające się w błękitnej tafli góry zrobiły na mnie niesamowite wrażenie.

Po zwiedzaniu miast przyszedł czas na to co tygryski lubią najbardziej, czyli góry! Nie byłabym sobą, gdybym będąc w alpejskim kraju nie ubrała trekkingowych butów i nie poszła powłóczyć się po górskich szlakach. A włóczyć po Alpach mogłabym się bez końca! Zielone łąki ubarwione kolorowymi kwiatami, pobrzękujące dzwoneczkami krowy, pokryte śniegiem strzeliste szczyty a gdzieś pomiędzy nimi czerwone kolejki mozolnie pnące się mozolnie na wierzchołek. To jest Szwajcaria jaką zawsze miałam w głowie! Typowy obrazek. Piękno.

Udajemy się na górujący nad Jeziorem Czterech Kantonów Pilatus. Nazwa góry związana jest z legendą, według której zwłoki Poncjusza Piłata zostały wrzucone do jeziora znajdującego się w okolicy góry. Stąd też zyskała ona miano góry przeklętej i przez wiele lat nikt nie śmiał stanąć na tym „nawiedzonym” szczycie. Jednak jak to z legendami bywa, z czasem się o nich zapomina i Pilatus stał się ogólnodostępny. Wierzchołek znajduje się na wysokości 2137 m. Na sam szczyt nie udaje nam się dotrzeć, bo w kwietniu panują jeszcze dość zimowe warunki. Alternatywą jest wjazd kolejką. Może i jest to atrakcja, bo to najbardziej stroma kolejka w Europie (nachylenie stoku na jej trasie wynosi nawet 48 stopni!) ale jakoś nie lubię w j e ż d ż a ć na szczyt.

Trekking rozpoczynamy w miejscowości Alpnachstad (dla zainteresowanych – tam też znajduje się dolna stacja kolejki, cena biletu około 230 zł w dwie strony). Początkowo wędrujemy lasem, później rozległym terenem z fantastycznymi widokami.

Zazdroszczę właścicielom takich widoków z domu 😀 oj napiłabym się tam porannej kawy!

Im wyżej tym panorama jest coraz piękniejsza. Coraz też więcej śniegu na trasie mimo że wydaje się iż wiosenne słońce bardzo chce stopić pozostałości po zimie.

Po trekkingu z wybornymi widokami mamy ochotę na jeszcze więcej ośnieżonych Alp. Kolejnego dnia udajemy się w okolice Interlaken i malowniczej górskiej wioski Grindelwald. Tam z kolei swoim majestatem zachwyca inny szczyt – Jungfrau. Szwajcarzy nie byliby sobą gdyby również tam nie poprowadzili kolejki. Tym razem jest to najwyżej położona kolejka zębata w Europie. Mają rozmach 😀

Urządzamy sobie przyjemny spacer po okolicy, docierając do wodospadu.

Śmiało mogę powiedzieć, że Szwajcaria to kraj zarówno dla aktywnych jak i tych nieco bardziej leniwych turystów. Jeśli nie mamy ochoty forsować się zbytnim wysiłkiem, samochodem da się wjechać naprawdę wysoko i bez żadnego trudu podziwiać piękne alpejskie widoki.

Podsumowując, polecam kierunek. Może nie jest to typowa wakacyjna destynacja, ale według mnie bardzo warto się do Szwajcarii wybrać, choćby na chwilę. Sama chętnie tam kiedyś wrócę na zdecydowanie dłużej niż 4 dni! Wiecie, jak już będę bogata 🙂

 

2 komentarze

  1. Cóż, koniecznie musisz zobaczyć Montreux, a tam pomnik Freddiego Mercurego i innych znanych artystów. Nie wspominam nawet o odjazdowych widokach i wspaniałej atmosferze miasteczka.Bylam tam kilka razy i chciałabym ponownie. Pozdrawiam

  2. Zaczynając Od Marzeń Reply

    Zdecydowanie chcę wrócić kiedyś do Szwajcarii i na pewno wtedy odwiedzę Montreux 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

Write A Comment