Rzuć pracę i jedź w podróż. Brzmi super! Uwierzcie mi, że kiedy już to się naprawdę dzieje, jest jeszcze fajniej. O podróży z biletem w jedną stronę myślałam już od dłuższego czasu. Dwu- i trzytygodniowe wyjazdy były extra, ale marzyłam by poczuć w końcu prawdziwą podróżniczą wolność. Wiecie, taką kiedy zapomina się jaki jest dziś dzień tygodnia. Gdy wstaje się o 12 w południe i niespiesznie idzie do kawiarenki z widokiem na morze, by wypić poranną kawę. Albo kiedy wcale nie kładzie się spać, bo niebo nad głową jest zbyt rozgwieżdżone by zasnąć. Podróż nieograniczoną ramami czasowymi. Kiedy można zostać w danym miejscu tyle, na ile ma się ochotę. Kiedy nie trzeba się spieszyć na samolot. Nie trzeba, bo lotu powrotnego nie ma.

Mogłabym rozpisywać się o zaletach długiej podróży w nieskończoność. Mało tego, będąc w drodze miałam wrażenie, że mogłaby ona trwać w nieskończoność. Ale nie o tym chciałabym Wam napisać. Wręcz przeciwnie – chciałabym wspomnieć o tym, dlaczego podróż jednak musiała się kiedyś zakończyć (a właściwie na niezbyt długi moment przerwać). W tym momencie „schodzimy na ziemię”, czyli zaglądamy do portfela 😊

Pytania „A ile taki wyjazd kosztuje?” albo bardziej spiskowe „A skąd Ty masz na to pieniądze?” pojawiają się bardzo często. Nic w tym jednak dziwnego. Prawie każdego ciekawi ile potrzeba oszczędzić, by pojechać w wymarzoną podróż. Jest to ważna kwestia, chociaż jak zawsze powtarzam – bardzo subiektywna. Wszystko zależy od tego jaki mamy styl podróżowania, jakie kraje chcemy zobaczyć, gdzie nocujemy, jak się przemieszczamy, z jakich atrakcji korzystamy i od wielu innych czynników. Nie mniej jednak, na podstawie doświadczeń innych osób, możemy mniej lub bardziej precyzyjnie oszacować ile pieniędzy będziemy potrzebować. Przede wszystkim zwracam uwagę na to, że pieniądze trzeba mieć. Modne w ostatnich latach staje się hasło, że „da się podróżować bez pieniędzy”. Owszem, można próbować. Jednak warto pamiętać, że jeżeli za coś nie płacimy my, to płaci za to ktoś inny. Często posiadający o wiele mniej. Nie byłam i nie będę zwolennikiem tego sposobu zwiedzania świata.

Przejdźmy do konkretów. Ile wydałam na prawie półroczną podróż po Azji?

Trasa: Pakistan – Nepal – Indie – Tajlandia – Kambodża – Wietnam

Jak na księgową przystało, odpalam Excela, podliczam koszty i tworzę fikuśny wykres, który pokazuje ile pieniędzy wydałam.

Tak więc łączna kwota to około 12500 zł plus 4400 zł na bilety lotnicze. Średnio na dzień wydawałam zatem 20 $ (nie licząc lotów). Najtańszym krajem był Pakistan. Cały kraj przejechaliśmy autostopem, a co za tym idzie często zapraszani byliśmy przez naszych kierowców na obiady czy nocleg. W Pakistanie poziom gościnności jest tak niesamowity, że nie ma opcji by odmówić, gdy ktoś proponuje nam gościnę. Najdrożej wyszedł Nepal. Od razu zaznaczam, że trekking można zrobić taniej niż ja. Dziennie podczas wędrówki wydawałam około 30 $. Jeżeli chcecie zaoszczędzić, nie polecam jeść zup i pić kawek powyżej 3000 m n.p.m. 😀 Zdecydowanie bardziej opłaca się jeść lokalne danie o nazwie Dal Bhat, w którym często dostajecie nielimitowane dokładki ryżu. Ja niestety po dwóch dniach Dal Bhata miałam dosyć i wydawałam majątek na gotowane warzywa i małe miseczki zup. Ceny na trekkingu rządzą się swoimi prawami, im wyżej tym drożej. Pamiętajcie o tym i zróbcie chociaż zapasy przekąsek w Kathmandu.

Noclegi

Noclegi w hostelach w Azji Południowo-wschodniej są bardzo tanie. Często za 2-3 dolary mamy nawet śniadanie wliczone w cenę. Nieraz już za kilka dolarów można zarezerwować dwuosobowy pokój. Couchsurfing również działa sprawnie. Zazwyczaj korzystaliśmy z booking.com.

Transport

Pakistan autostopem. Indie głównie pociągami. O historiach z indyjskimi pociągami można by się rozpisywać długo. Napiszę wkrótce kilka przydatnych wskazówek, jak ogarnąć niektóre aspekty w podróży. W tym szalone Indie 😊 W każdym bądź razie, do wyboru mamy kilka klas pociągów. Najlepiej celować w tzw. „sleepery”. Bilety na ichniejszą pierwszą klasę są dosyć drogie. Polecam „klasę średnią”. W Nepalu z racji, że większość czasu zajmował trekking, koszty transportu były minimalne. Pomijając samolot z Lukli do Kathmandu, którym lecąc w jedną stronę zapłaciłam 180 dolarów. Lot trwał niespełna pół godziny. W Kambodży wróciliśmy na chwilę do autostopu. W Wietnamie najlepszym sposobem przemieszczania się są autobusy. Bardzo wygodne! Każde siedzenie rozkłada się do pozycji leżącej. Bilety w przyzwoitych cenach. Alternatywą jest przejechanie Wietnamu na motorze. To dopiero przygoda! W Hanoi lub w Ho Chi Minh (w zależności z której strony zaczynamy) kupujemy motor od backpackerów, którzy właśnie przejechali kraj i sprzedają maszynę w końcowym mieście. Ceny są różne, zaczynają się od około 200 dolarów. Prawa jazdy nie potrzeba 😊 Więcej o tym w kolejnym poście.

Jedzenie

Azjatycka kuchnia to dla mnie raj. Pyszna i tania. Tania i pyszna. Szczególnie przypadła mi do gustu kuchnia indyjska i wietnamska. Kuchnia tajska jest poza wszelkimi kulinarnymi rankingami (pychota). I te stragany z owocami… aż mi się tęskno zrobiło. Jedliśmy w lokalnych restauracjach, kosztowaliśmy street food ile tylko się dało. Na jedzeniu nie oszczędzaliśmy.

Lokalne atrakcje

Tutaj akurat trzeba wybierać, co zobaczyć a co ominąć jeżeli nie chcemy wydać majątku. Co jest dosyć denerwujące, przynajmniej w moim odczuciu to droższe bilety wstępu dla turystów niż dla lokalsów. Nie chodzi o te, że są trochę droższe. Bywa że są droższe… 50-krotnie. Szczególnie różnice te widoczne były w Indiach, ale zarabianie na „białasie” nie jest obce także w pozostałych krajach tego regionu. Są oczywiście miejsca, które zobaczyć warto. Przykładowo, bilet wstępu do świątynnego kompleksu Angkor (jednodniowy) kosztuje 38 USD. Wstęp do Tadż Mahal około 14 USD, ceny atrakcji w Wietnamie (np. pływający targ w Can Tho, rejs po zatoce na wyspie Cat Ba, rejs w okolicy Nimh Binh) to wydatek rzędu około 20 USD. Ceny które tu podaję są z 2018 / 2019 roku. Trzeba wziąć pod uwagę, że ceny rosną z roku na rok.

Podsumowując, gdybym miała zrobić zestawienie odwiedzonych w tej podróży krajów od najdroższego do najtańszego, w mojej opinii wyglądałoby ono następująco:

  1. Nepal
  2. Tajlandia
  3. Indie
  4. Kambodża
  5. Wietnam
  6. Pakistan

W podanych wyliczeniach nie uwzględniłam kosztów przygotowania do wyjazdu. Tutaj wszystko zależy od tego ile sprzętu już mamy, ile musimy kupić, jakiej jakości chcemy mieć sprzęt itp. Nie ma więc sensu wspominać ile musiałam wydać przed wyjazdem, bo każdy z Was potrzebuje innych rzeczy.

Warto jednak wspomnieć o kwestii ubezpieczenia. Ja korzystałam z Euro26 (pakiet rozszerzony). Wyłącznie ze względu na cenę. Na rok ubezpieczenie to kosztuje 170 zł. Nie ma opcji znaleźć ubezpieczenia w porównywalnej cenie w znanych firmach ubezpieczeniowych. Czy je polecam? Tego stwierdzić nie mogę, szczęśliwie udało się z niego nie korzystać. W każdym razie przy wyborze warto wziąć pod uwagę, że (jak się dowiedziałam już w trakcie wyjazdu), Euro26 nie obejmuje chorób tropikalnych. Niestety to bardzo duży minus przy wyjeździe do tej części świata.

EDIT: Informacja ta okazała się być nieprawdziwa. Dzwoniłam do ubezpieczyciela i Euro26 obejmuje choroby tropikalne. To bardzo dobra informacja 🙂

Na koniec, najbardziej zaskakująca kwestia. Jak się okazuje, pieniądze na wyjazd… zaoszczędziłam. Pracując 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Ot, tyle 😊 W większości przypadków mamy bardzo podobne szanse na zgromadzenie budżetu na wyjazd. To jedynie kwestia priorytetów na co wydajemy zapracowane pieniądze.

 

Zapraszam Was do dzielenia się w komentarzach Waszymi spostrzeżeniami, czy podróżowanie jest drogie i patentami, jak zgromadzić budżet potrzebny na wyjazd 😊

2 komentarze

    • Zaczynając Od Marzeń Reply

      Michał, już poprawione. Dzięki za czujność!
      Pozdrawiam serdecznie.

Write A Comment