Kto mnie trochę zna, wie że we Włoszech zostawiłam cząstkę swego serca i niezależnie co by się działo będę tam wracać. Prawie nigdy nie przestające świecić słońce, urokliwe wąskie uliczki z niezliczoną ilością skuterów, okiennice „od serca” ozdobione kwiatami, język brzmiący jak muzyka, pasta, pizza i gelato. A do tego „ciao bella” i zalotne uśmiechy włoskich amantów. Jak tu się w tym wszystkim nie zatracić, no jak? 😀

Pomijając jednak te wszystkie oczywiste banały, Włochy kocham przede wszystkim za to, że jak żaden inny kraj pasują do mnie. Głośno mówię i czasem nazbyt emocjonalnie – tam każdy tak mówi. Nie lubię pośpiechu i bywam leniwa – tam nikt się nie śpieszy. Zdarzy mi się spóźnić – tam większość ma zaburzone poczucie czasu. Kraj idealny 😊 I ponadto w serduchu zawsze pozostaje jakiś sentyment do kraju do którego wybraliśmy się w pierwszą poważną (wiecie, samolotem i trochę dalej niż na Słowację) podróż. Jak już pojechałam raz, tak potem co roku wracałam. I mimo że Wenecja, Rzym czy Mediolan cieszą się największą popularnością, chciałabym Wam przedstawić inne miejsca. Miejsca, które mnie osobiście zauroczyły bardziej niż typowe włoskie destynacje.

Cinque Terre

Popularność tego miejsca rośnie z roku na rok. Kiedy byłam tam kilka lat temu nie było jeszcze tłumów. Cinque po włosku oznacza pięć, Terre to ziemia. A więc tłumaczenie nazwy tego miejsca to pięć ziem, a w rzeczywistości jest to pięć miasteczek. W skład Cinque Terre wchodzą Monterosso, Vernazza, Corniglia, Manarola i Riomaggiore. Wszystkie są równie piękne. Moja wizyta każdym z nich była krótka, jednak zdecydowanie polecam zostać tam kilka dni i w leniwym, włoskim tempie spacerować od miasteczka do miasteczka, raz wspinając się na porośnięte winoroślami pagórki, raz zbiegając do lazurowych morskich fal. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam Cinque Terre na zdjęciach, wiedziałam że muszę tam kiedyś pojechać. Mnie urzekło i zachwyciło. Jestem pewna że z Wami zrobi to samo.

Burano

Do Wenecji jeżdżą tłumy turystów. Jednak wielu z nich nie zagląda do położonych blisko mniejszych wysp takich jak Murano czy Burano. Błąd! Murano słynie z pięknych wyrobów szklanych. Ozdoby, naczynia, filiżanki…co dusza zapragnie. Natomiast Burano oczarowuje wszelkimi kolorami tęczy. Każdy dom pomalowany jest na inną barwę. Mało tego, nie są to pastelowe, delikatne kolory ale wyraziste, nasycone róże, czerwienie, zielenie czy błękity. Bajka! Dzięki tej mieszaninie barw w miasteczku jest tak wesoło, że uśmiech sam ciśnie się na usta. Burano to miejsce idealne na popołudniowy spacer. Masa pozytywnej energii gwarantowana 🙂

Locorotondo

Przenosimy się teraz na południe Włoch. Jeżeli ktoś zawędruję do Bari, niech koniecznie odwiedzi Locorotondo! Mała mieścina, może lekko zaniedbana ale dzięki temu mającą „to coś”. Słomkowo- biały kolor ścian połączony z czerwienią kwiatów, a to wszystko zatopione w promieniach włoskiego słońca. Fenomenalny klimat. I co najważniejsze, w miasteczku tym wciąż prawie nie ma turystów. Przechadzając się labiryntem wąskich uliczek zaglądamy do okien, czujemy zapach gotowanego obiadu, mijamy pochłonięte gra w piłkę przyszłe gwiazdy futbolu i słuchamy rozemocjonowanych dyskusji dobiegających z wnętrza domów. Będąc w Locorotondo czułam się tak, jakby to ująć…”super włosko” 😀

Matera

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu skalne miasto będące skupiskiem slumsów. Teraz, zabytkowa perełka Włoch przyciągająca coraz więcej turystów poszukujących nietypowych miejsc.

Spacerując po kamiennych, krętych uliczkach między odrapanymi ścianami budynków czujemy się jak w innej epoce. Centrum miasta stanowi Sassi (co w języku włoskim oznacza kamienie). Jest to dzielnica będąca Starówką, składająca się z budynków wykutych w skale. Jeszcze do 1954 roku Sassi zamieszkałe było przez tysiące mieszkańców, którzy żyli w skrajnie ubogich warunkach. Brak wody, prądu i szerzące się epidemie były standardem. Stąd też, włoski rząd by poprawić jakość życia mieszkańców Matery zarządził przymusową przeprowadzkę ludności na obrzeża miasta do nowo wybudowanych bloków.

Dziś Sassi jest niezwykłym miejscem, w którym na każdym kroku czuć ducha czasu. W mieście tym kręcone były fragmenty znanego filmu „Pasja”.

Nocą, gdy rozbłyskają światła widok z góry zapiera dech. Tysiące światełek rozsianych po skalnym wzgórzu tworzy niepowtarzalny klimat. A cały mój zachwyt nad Materą przypieczętowany został chyba najlepszą focaccią jaką jadłam we Włoszech!

W 1993 roku Sassi zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Alberobello

Miejsce to, podobnie jak Cinque Terre, chodziło mi po głowie od chwili gdy przypadkowo zobaczyłam je w „internetach”. Dlaczego? Sami popatrzcie:

Cały fenomen Alberobello polega na tym, że w miasteczku zamiast „normalnych” domów są tak zwane trulle. Przechadzając się pomiędzy nimi, sami nie wiemy czy znaleźliśmy się w krainie smerfów czy hobbitów. W każdym razie na pewno nie wygląda to jak miejsce, w którym zamieszkują ludzie. A jednak J  W białych stożkach znaleźć możemy sklepy, restauracje, hostele, mieszkania a nawet kościół.

Będąc w Alberobello koniecznie trzeba wejść na jeden z kilku punktów widokowych. Możemy stamtąd podziwiać trulle z góry. Wygląda to imponująco i pozwala zobaczyć, jak duża ilość tych budowli znajduje się w mieście. Kraina jak z bajki 🙂

Jezioro Como i miasteczko Bellagio

Jeśli chcecie spędzić kilka dni w uroczym miejscu nad wodą w otoczeniu gór popijając Aperol -zajrzyjcie nad Jezioro Como! Miejsce idealne na odpoczynek. Położone w malowniczej scenerii Alp jest świetną alternatywą do nieco większego Jeziora Garda. Wokół jeziora mającego kształt odwróconej litery Y znajduje się wiele małych, klimatycznych miasteczek. Mi najbardziej przypadło do gustu Bellagio. Już sama nazwa ma nieco romantyczne zabarwienie. Takie też jest Bellagio. Nastrojowe, czarujące i pachnące włoskim espresso.

Kto jeszcze kocha włoskie klimaty tak samo jak ja? 🙂

Write A Comment