Święte miasto Waranasi. Miejsce, w którym chciałby umrzeć każdy Hindus. Tętniące życiem Miasto Umarłych. Waranasi powstało ponad 3000 lat temu i uznawane jest za jedno z najstarszych miast, w którym wciąż toczy się życie.

Każdego dnia przed wschodem słońca na brzegu rzeki Ganges zbierają się dziesiątki ludzi, by obmyć się w świętej rzece. Wierzą, że dam im to odpuszczenie grzechów oraz zagwarantuje lepsze miejsce w łańcuchu reinkarnacji. Inni o świcie rozwieszają pranie zrobione przed momentem w wodzie Gangesu. Turyści wsiadają do zacumowanych przy brzegu łódek, by z ich perspektywy podziwiać oblane promieniami wschodzącego słońca miasto. Jest kolorowo i mistycznie.

Przechadzając się wąskimi uliczkami Waranasi lub popijając masala czaj w jednej z licznych restauracji, od czasu do czasu słyszymy dźwięk dzwoneczków i śpiew. To znak, że właśnie nad rzekę zmierza korowód niosący ciało na spalenie. Waranasi to miasto, do którego ludzie z całych Indii przyjeżdżają, by umrzeć. Śmierć w takim miejscu jest marzeniem niejednego Hindusa. Na brzegu rzeki są dwa miejsca, w których odbywa się palenie ciał. Na spalenie całego ciała potrzebne jest 360 kg drewna. Aby kupić jeden kilogram, potrzebne jest 5000 indyjskich rupii. Jeszcze kilka lat temu, gdy kogoś nie było stać na zakup wystarczającej ilości drewna, jego ciało było spalane tylko częściowo, a niedopalone szczątki wyrzucano do Gangesu. Nierzadko można było zobaczyć unoszące się na wodzie kończyny. 8 lat temu wprowadzono obowiązek spalania ciał w całości, a do wody trafia jedynie popiół…

Waranasi to miejsce, w którym mistyczny klimat czuć na każdym kroku. Wieczorem wzdłuż brzegu odbywają się pokazy ognia, śpiewy i modlitwy, palą się kadzidełka. Jest to też miasto ascetów, którzy przechadzają się po wąskich uliczkach, chętnie pozując do zdjęć. A obok mistyki… sprzedawcy haszyszu, którzy ściszonym tonem raz po raz próbują wcisnąć towar.

Takie właśnie jest Waranasi.

Podobno Indie się kocha albo nienawidzi. Jakie macie wspomnienia z tego kraju?

 

Write A Comment