Bagan. Magiczne wschody słońca z unoszącymi się ku niebu balonami. Miejsce, w którym nawet największe śpiochy zrywają się o świcie. Świątynie majestatycznie otulone promieniami zachodzącego słońca. Raj dla fotografów.

Dla mnie osobiście Bagan jest zdecydowanie jednym z piękniejszych miejsc w Birmie. Nie ma tu autostrad, na próżno szukać supermarketów. Jest natomiast około 2000 stup i pagód „rozrzuconych” na ponad 40 kilometrach kwadratowych łąk porośniętych bujną roślinnością.  Godzinami można jeździć rowerem pomiędzy świątyniami, zwiedzać ich wnętrza oraz wdrapywać się na stupy. Każdy dzień rozpocząć i zakończyć można  podziwiając najpiękniejsze przedstawienia jakie natura dla nas przygotowuje. Wschody i zachody słońca w Bagan to niesamowity spektakl, który na długo zostaje w pamięci.

Dzwoni budzik. Jest godzina 6 rano. Wyjątkowo tym razem  łóżko nie ma silnego przyciągania. Zbieramy się w pośpiechu, by przypadkiem nie spóźnić się na osławiony wschód słońca, który przyciąga do Bagan wszystkich podróżujących po Birmie. Wsiadamy na wypożyczony w hostelu rower elektryczny i mkniemy przed siebie. Naszym celem jest świątynia Shwe San Daw. Jest to najpopularniejsze miejsce, w którym turyści gromadzą się co rano by podziwiać spektakularny wschód słońca. Wioska pogrążona jest jeszcze we śnie, ulice są kompletnie puste. Po kilkunastu minutach jazdy na drodze spotykamy kilku rowerzystów, którzy podobnie jak my, z mapą w ręku zastanawiają się czy na kolejnym rozgałęzieniu dróg skręcić w prawo, w lewo, czy może pojechać dalej prosto. Uwierzcie, że w Bagan niezwykle łatwo jest się zgubić i pomylić wąskie dróżki, z których każda prowadzi do innej stupy. Wczesnym rankiem, gdy wokół jest ciemno zadanie to jest jeszcze bardziej utrudnione.

Udaje nam się jednak odnaleźć wspomnianą stupę. Na bosaka wdrapujemy się po zimnych kamieniach na najwyższy punkt świątyni. Warto być nieco wcześniej, by zająć sobie dobre miejsce, z którego będzie można spokojnie podziwiać widoki bez potrzeby wyciągania szyi zza innych turystów. Nie zapomnijmy też o zabraniu ciepłych ubrań. Mimo że w ciągu dnia temperatury przekraczają 30 stopni, poranki są bardzo rześkie.

Spektakl czas zacząć. Ciemność powoli zamienia się w lekką szarówkę. Zarys spiczastych buddyjskich świątyń staje się coraz bardziej wyraźny. Niebo zaczyna przybierać odcienie lekkiego różu pomieszanego z kolorem pomarańczowym. Delikatna mgła spowijająca świątynie dodaje nastroju tajemniczości. Mimo, że na stupie zgromadzonych jest wiele osób, panuje tu cisza, zmącona wyłącznie delikatnymi odgłosami ptaków. Jest magicznie.

Niebo nabiera coraz bardziej intensywnych kolorów, aż wreszcie na horyzoncie pojawia się ognista kula oślepiająca tkwiących w zachwycie widzów. Po kilkunastu minutach zaczyna robić się coraz bardziej gwarno, wszyscy wymieniają się wrażeniami, a co niektórzy wydają się być nieco zniecierpliwieni. Czegoś jeszcze brakuje by dopełnić ten piękny spektakl wschodzącego słońca. Aż nagle znad ziemi, ku wielkiej radości turystów, powolnym ruchem zaczyna się unosić wielki balon. Za nim kolejny i kolejny. Tak – teraz widoczna jest już pełnia tego, po co wszyscy wstali wczesnym świtem z ciepłych łóżek.

Zaczyna być coraz jaśniej, powietrze staje się cieplejsze. Świątynie są już wyraźnie widoczne. Otulone promieniami porannego słońca wyglądają niezwykle imponująco. Jeszcze przez chwilę, w ciszy delektujemy się tym malowniczym widokiem. Kraina tysiąca pagód powoli zaczyna budzić się do życia.

A co oprócz podziwiania magicznych wschodów słońca możemy zobaczyć w Bagan? O tym w kolejnym wpisie.

Write A Comment